Poradnik domowy

Od niedawna jestem w posiadaniu rocznego wydanie Pani Domu z 1936 r. Nie mogę oderwać się od lektury. Dwutygodniki zawierają  porady dot. higieny, właściwego odżywiania, wychowywania dzieci, mody etc. Wszystko na miarę tamtych czasów.   Zwróciłam uwagę na bardzo nowatorskie, ciekawe artykuły o wychowaniu młodzieży, natomiast zaskoczył mnie artykuł o alkoholizmie wśród dzieci (sic!).

Wybrałam artykuł napisany przez Maryję Ramsted  „O wyborze mieszkania” odpowiedniego na kieszeń każdej rodziny.

Czasopismo „Pani domu” kiedyś i dziś

Czasopismo z 1936 miało podtytuł: „Organ Związku Pań Domu i Instytutu Gospodarstwa Domowego”

Obecne czasopismo „Pani domu” jest tytułowane jako magazyn dla kobiet

Magazyn poradnikowy dla kobiet, które szukają praktycznych i sprawdzonych porad ułatwiających życie i oszczędzających czas

Status majątkowy, wielkość rodziny oraz pozycja społeczna decydują o wyborze mieszkania

„Tak np. pp. Iks z dwojgiem małych dzieci i bez możności trzymania służącej muszą mieć zupełnie inny rodzaj mieszkania  niż pp. Zed, którzy mają dorosłe dzieci i służącą lub pani Ygrek , która rano śpieszy się do biura, a wracając po męczącym dniu pracy tęskni za ciszą i wieczorem spędzonym spokojnie z mężem”

Na  początku autorka  rozpatruje pozycję pani Iks z dwojgiem dzieci

„Jej życie podobne jest do życia pań ze wsi; musi ona nakładem sił i fizycznej pracy zastąpić często brak gotówki. Z powodu małych dzieci przykuta do domu, musi czas swój wyłącznie  poświęcić zajęciom gospodarskim i zrezygnować z pretensji do nowoczesnych wygód i wynalazków , będących dla jej kieszeni zbytkiem. Jej mieszkanie musi być dla taniości staroświeckie,  z dużą jasną kuchnią , w której spędzać będzie większą część dnia przy gotowaniu, pieczeniu, robieniu konserw, przepierce, prasowaniu itd.  i z której może łatwo pilnować bawiące się obok dzieci.”

W dalszej części autorka zaleca aby kupić farby i odnowić krzesła, stół i nie rzucać na podłogę obierzyn z ziemniaków i innych odpadków. Oczywiście potrzebne są jeszcze dwa pokoje. Jeden dla dzieci i drugi przeznaczony na sypialnię i bawialnię.

Wspomnienie z PRL

I tu sięgam wspomnieniami do PRL. Po wojnie Warszawa była w 80%  zniszczona. Budowano głównie małe mieszkania tzw. M3. Często bez widnej kuchni i z małymi dwoma pokoikami (program oszczędnościowy Gomółki). 

Kobiety wychowujące małe dzieci w większości pracowały zawodowo.  Państwo wykreowało ideologię „ kobieta w PRL nie może być dyskryminowana i ma prawo do pracy”. Nie dodano, że jej wynagrodzenie było znacznie mniejsze niż mężczyzny oraz, że zarobki mężczyzny nie wystarczyły na utrzymanie rodziny.

Pani domu po pracy i odebraniu dzieci z przedszkola przystępowała do prac domowych, czyli gotowania, sprzątania, prania, prasowania  etc. Czy mężowie pomagali? To różnie bywało, na ogół panowała opinia, że mężczyźnie nie wypada robić prac domowych. Ojciec rodziny siedział w  fotelu po mozolnym dniu pracy i czekał aż żona poda obiad.

Czy mężowie wychodzili z dziećmi na spacer? Też raczej nie. Mój ojciec był wyjątkiem pchającym wózek z córkami. Ten model ojcostwa spotykał się z kpinami ze strony kolegów i zazdrosnych bab. O takim mężu mówiło się  pantoflarz, kapeć itp.

Czytaj również: obyczajowość w PRL

Cd. artykułu „O wyborze mieszkania” autorka rozważa sytuację p. Zed

„Pani Zed zupełnie inaczej rozwiąże kwestię swego „home’u.  Jej dzieci są starsze i chodzą do szkoły lub do terminu. Pani Zed powinna mieć służącą wykwalifikowaną, aby nie trącić czasu na wyuczanie jej i aby przez nieumiejętne obchodzenie się z domowym sprzętami i żywnością służąca nie przyniosła szkody”.

Po 85 latach, rzadko kto ma służącą na stałe, głównie mamy domy wyposażone w nowoczesne odkurzacze, zmywarki i inny sprzęt ułatwiający prowadzenie domu. Panie do sprzątania przychodzą regularnie, albo raz na jakiś czas.

Poza tym możemy skorzystać z  całodobowego wyżywienia pudełkowego, gdzie wyliczona jest ilość kalorii, wartość odżywcza itp. lub z usług restauracji. To wszystko ułatwia nam życie, tyle, że trzeba na to zarobić.

Ostatnim modelem rodziny omawianym przez autorkę  jest p. Igrek.

Zarówno mąż jak i żona  rano spieszą się do biura.


” U pani Igrek kuchnia nie gra  dużej roli, wystarczy jej kącik z dobrą wentylacją, mała gazowa płyta do zagrzania herbaty, usmażenia jajecznicy lub odgrzania przysłanego z miasta obiadu, gdyż pani Igrek wracając z biura jest zbyt zmęczona, aby sama zabierać się do wielkiego gotowania i do ponownej pracy w domu. To też najchętniej i pranie odda na miasto, a często też i większe szycie, zatrzymując tylko najprostsze reperacje  i drobne prasowanie”

Proszę zauważyć, jak ceniła się kobieta pracująca  w biurze.  Od niej nikt nie wymagał, prania, gotowania, sprzątania, szycia etc.  Pani pracująca w biurze (urzędniczka) musiała mieć co najmniej małą maturę. W owych czasach było to wykształcenie wysokie. Dostęp do nauki w latach 30 ubiegłego wieku był mocno ograniczony.  Na marginesie – oficer Wojska Polskiego mógł się ożenić z panną, która miała majątek albo maturę.

Moja babcia

Nie  wiem czy pod wpływem lektury Pani Domu, czy własnych przemyśleń, babcia wprowadziła „nowatorskie” metody wychowywania dzieci. Córce nie przekazała żadnej wiedzy kulinarnej, a wręcz przeciwnie, nie wpuszczała jej do kuchni. Uważała, że życie dorosłe nauczy Zosię gotowania.

Natomiast syna od małego uczyła sztuki kucharskiej. W konsekwencji do dzisiejszego dnia wspomina się wujka wysmakowane dania i cudowne wypieki. A moja mama? No cóż, mój ojciec musiał nauczyć się gotować, jeżeli nie chciał jeść rosołu zaprawionego śmietaną.

Dla ciekawych przedstawiam przepis  zamieszczony w dwutygodniku Pani Domu nr 3 z 1936 r.

Frikadele z szynki i ziemniaków
15-20 dkg szynki
1/2kg ziemniaków
2 dkg sera szwajcarskiego
6 dkg bułki tartej
2 jaja
3-5 dkg mąki
8-10 dkg tłuszczu
Sól i pieprz.

Ugotowane ziemniaki i szynkę zemleć, dodać tarty ser szwajcarski, jaja, trochę mąki, soli, pieprzu, doskonale wymieszać, formować w bułeczce małe wałeczki, smażyć na maśle z dodatkiem smalcu na złoty kolor.

Podawać z sałatką, surówką lub sosem ogórkowym

Ps. opisywałam sytuację mieszkaniową w powojennej Warszawie, w innych miastach np. w Krakowie, czy Gdańsku nie było tak ogromnego problemu z mieszkaniami.

0