10.03. br. ukazał się artykuł w Polityce, „Kiedy można umrzeć „

Zainspirowana tym tekstem postanowiłam opisać sytuację, w której się znalazłam. Ktoś, kto nie przeszedł „drogi przez mękę” umierania bliskiej mu osoby, nie ma pojęcia, co to znaczy. Co znaczy odchodzenie z tego świata w bólu i bezradności asystującej rodziny.

Papież Jan Paweł II (dla niektórych wzór do naśladowania), wydał dyspozycję o zaniechaniu dalszych czynności podtrzymania życia. Powiedział: “pozwólcie mi odejść do domu Pana mojego”. Uważam, że takie prawo powinien mieć każdy pacjent. W Polsce niestety nie jest to prawnie uregulowane.

Winę za obowiązujący stan prawny u nas w Polsce ponosi w bardzo dużej mierze kościół. Kilka lat temu ukazał się artykuł o Matce Teresie z Kalkuty. Podtrzymywała na duchu Hindusów umierających w mękach na raka. Powoływała się na męką pańską Jezusa Chrystusa. Inaczej mówiąc chorzy powinni nieść swój osobisty krzyż- cierpieć. Później przeczytałam, że gdy święta zachorowała, leczyła się w najlepszych prywatnych klinikach i zmarła bez bólu.

Cierpienia mojej mamy w ostatnich tygodniach życia

Moja mama została skierowana w grudniu ubiegłego roku do szpitala na USG z powodu silnych bólów brzucha. Ponieważ znałam sytuację w warszawskich szpitalach (codziennie prasa informowała o odsyłanych karetkach z pacjentami donikąd), prywatnie zamówiłam USG w domu pacjenta.

Na podstawie wyniku chora otrzymała skierowanie do szpitala wraz z transportem. Zwijając się z bólu czekała w karetce na decyzję lekarzy. Trzy szpitale odmówiły jej przyjęcia. W czwartym, na skutek różnych interwencji, została zatrzymana. Diagnoza brzmiała: perforacja układu pokarmowego. Pacjentka nie wyraziła zgody na operację w związku z powyższym zaczęto ją leczyć farmakologicznie.

Kiedy miano mamę wypisać ze szpitala pogorszyła się praca nerek, potem wyłączył się następny organ i następny. W konsekwencji przeleżała w szpitalu dwa miesiące, a lekarze robili wszystko, aby nie umarła. Po dwóch miesiącach pobytu oraz „ chronicznej terapii daremnej” została wypisana z minimalną świadomością, z podłączoną sondą do nosa, niechodząca, z cewnikiem i wielką odleżyną.

Po wyjściu mamy ze szpitala skontaktowałam się z przychodnią lekarzy pierwszego kontaktu. Poinformowano mnie, że lekarz może udzielić tylko porady telefonicznej – za tydzień. Musiałam wraz z rodziną zorganizować prywatne, czyli odpłatne domowe hospicjum (do państwowego się nie kwalifikowała).

Lekarz pierwszego kontaktu przyszedł po dwóch tygodniach, by stwierdzić zgon. Moja mama umierała przez czternaście dni w strasznych bólach tyle, że otoczona rodziną.  Edyta Gepert śpiewała, „jakie życie taka śmierć” niewątpliwie jest to licentia poetica.

Państwowa służba zdrowia nie zapewniła nam żadnej pomocy, mama umierała w cierpieniach

Zastanawiam się, komu służy przedłużanie życia wtedy, kiedy nie ma szansy na poprawę zdrowia, a jedynie przedłuża agonię. Bogu?
Na pewno nie chorej- bardzo cierpiącej, ani rodzinie, która razem z nią przeżywała katusze. Nie życzyłabym przysłowiowemu najgorszemu wrogowi tego wszystkiego, przez co przeszliśmy. Państwowa służba zdrowia nie zapewniła nam żadnej pomocy, byliśmy zdani sami na siebie.

Cytując gazetę Polityka

W Wielkiej Brytanii Mental Capacity Act daje jasne wytyczne

Jeśli postępowanie medyczne jest daremne, czyli nie może przynieść poprawy zdrowia, to w najlepszym interesie pacjenta jest zakończenie jego życia. Chyba, że wcześniej wyraził inną wolę. Brytyjskie prawo zakłada, ze biologiczne trwanie bez szansy na świadome czerpanie czegokolwiek z życia nie jest dobrem godnym bezwzględnej ochrony.

Ustawodawstwo w Polsce

Kilka lat temu Jarosław Gowin przedstawił projekt tzw. testamentu życia. Zakładał on, że pacjent ma prawo złożyć oświadczenie o woli życia (pro futuro). Informuje w nim, czy w wypadku np. utraty świadomości, czy też minimalnej świadomości, chce, aby podtrzymywano jego życie, nawet, jeżeli nie będzie szansy na poprawę. Niestety ustawa została odrzucona zarówno przez ówczesną opozycje (PIS) jak i PO.

W 2014 roku część lekarzy – katolickich fundamentalistów, złożyła na Jasnej Górze deklarację wiary, która zakłada, że eutanazja, aborcja i in-vitro są przez niech nie akceptowane. Lekarz ma prawo odmówić wykonania aborcji, in-vitro a nawet przepisywania środków antykoncepcyjnych. Z tego też powodu pacjentki w przychodniach ginekologicznych zażądały informacji, który z lekarzy podpisał się pod tą deklaracją.

W październiku 2020 r. Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej wydał wyrok, który zakazuje aborcji nawet ciężko uszkodzonego płodu niemającego szans przeżycia. W związku z powyższym odsuwa się sprawa testamentu życia.

Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia nastąpi zmiana prawa na bardziej ludzkie, że ani ja, ani nikt z moich bliskich przechodząc na druga stronę nie będzie musiał cierpieć.

Ps. Bardzo dziękuję p. Jagodzie Tomaszewskiej za pomoc w tym bardzo trudnym dla nas okresie.

0
Share via
Copy link