XIX w. – zaraza i plantacje herbaty

Bez słoni Sri Lanka nie byłaby królestwem herbaty.

Kiedy w XIX w. zaraza zniszczyła na wyspie plantacje kawy, angielscy kolonizatorzy założyli na ich miejscu plantacje herbaty. Słynnej cejlońskiej herbaty. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wykorzystano do pracy siły i umiejętności tamtejszych słoni. Tylko one mogły pomagać w karczowaniu i noszeniu bali drewna na wysokości powyżej 600 m n.p.m.

Klimat wysokogórski Sri Lanki jest idealny dla upraw herbaty. Stamtąd pochodzą jej najlepsze gatunki.

Co wspólnego ma mój słoń z herbatą?

Słoń cejloński jest podgatunkiem słonia azjatyckiego. Jest mniejszy, bardziej pękaty i ma mniejsze uszy niż słoń afrykański.  Ma też chwościk na ogonie. Dokładnie jak mój.

Bo tak naprawdę chciałabym dziś znów powspominać przy herbacie cejlońskiej, patrząc na gipsowego słonia, którego mam po Dziadku.

To nie jest jakaś tam figurka. To przedmiot podziwu i pożądania wszystkich dzieci w rodzinie.

Słoń jest dość duży, jak porządny kocur, ale bardziej pękaty. Stał na piecu u Dziadków. Prawdziwym kaflowym piecu, jakie były w przedwojennych domach. Z białych, zwyczajnych kafli, bez eleganckich zdobień. Ale jak grzał!

Jeżeli zdarzało się nam nocować u Dziadków zimą, nie zrywałyśmy się rano.  Najpierw Dziadek rozpalał w piecu, który już wystygł po nocy. Czekałyśmy więc pod kołdrą, aż się zrobi ciepło i mogłyśmy podziwiać słonia. Stał na piecu, dla nas bardzo wysoko, właśnie po to, żeby go przed nami uchronić. Z kubka Dziadka nie wolno było pić, ale podać Dziadkowi tak. Byle ostrożnie.

Co do słonia – obowiązywał absolutny zakaz dotykania, o zabawie nie wspomnę. Zresztą jaka by to mogła być zabawa dużą gipsową figurką? Za mały żeby na nim usiąść, za duży do turlania po stole.

Ale… niedostępny! Co może bardziej kusić?

To jedno z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa – ciepła kołdra (którą szyła moja Babcia! Była kołdrzarką), ciepło rozchodzące się od pieca, a na piecu ten słoń! Wtedy wydawał mi się bardzo duży.

Teraz jest u mnie. Zazwyczaj też stoi wysoko i jest dodatkowo przymocowany do regału. Nie ze względu na dzieci, ale jeszcze bardziej ciekawskie koty. Koteczka wchodziła wszędzie i na pewno by sobie z nim poradziła. Uwielbiała zrzucać z góry wszystko co się dało.

Słoń był już trochę zniszczony. Obtłuczone nogi, zatarte oczy. Więc postanowiłam go nieco odnowić. Farbą  w kolorze kości słoniowej, rzecz jasna.

Ale mi się dostało od mojej córki! Zniszczyłam taki zabytek! ( ma już co najmniej 70 lat ). Starłam całą patynę czasu  i wygląda jak plastikowy kicz!

No, więc teraz w ogóle go nie odkurzam. Może znów nabierze tej „patyny”, zanim trafi do córki?

Słoń kojarzy się z majestatem i siłą. Władcy ze Wschodu jeździli na rzadkich białych słoniach, co jeszcze podkreślało ich niezwykłą, prawie boską pozycję. Biały słoń jest symbolem buddyzmu. Jeden z bogów hinduizmu ma głowę słonia.

W architekturze i malarstwie można często spotkać motyw słonia. Symbolizował wiele, czasem zupełnie przeciwstawnych cech (czystość ale też zatwardziałego grzesznika), a od mniej więcej XIX w. zaczęto go uważać  w Europie i Stanach Zjednoczonych za symbol szczęścia. Słonie pojawiły się jako figurki, w biżuterii, na obrazkach, jako duże i małe bibeloty. Jeszcze teraz dostajemy albo dajemy je komuś “na szczęście”.  Nie wiadomo dlaczego utarło się, że powinny mieć trąby podniesione do góry. Popatrzcie na spokojne słonie (najlepiej na safari albo na filmach). Trąby mają opuszczone. Natomiast słoń atakujący podnosi trąbę.

Ale z trąbą w górze czy na dole jest pięknym, wzbudzającym podziw zwierzęciem.

Szkoda, że one same mają tego szczęścia coraz mniej, przez kłusowników zabijających je dla kłów. Róbmy wszystko, żeby nie zostały nam tylko jako figurki i symbole.

0
X